niedziela, 12 października 2014

Pamiętnik Slendermana - 3.10.2014

3.10.2014 Mój film urwał się w momencie jebnięcia mnie w głowę… Gdy się odwróciłem stała nade mną Betrice z miną Hitlera i ,,pytaniami” gdzie jest JEFF… Po chwili poukładania sobie co i jak odpowiedziałem że nie mam pojęcia Jeffa nie wiedziałem od dobrych paru dni ( Alleluja ). Niestety nikt się nie zainteresował faktem że mam guza na głowie czy ogromną szramę na poliku ( wiecie jeff świętym jest…). Gdy już miałem ich o tym poinformować Sally wyskoczyła z tekstem - ,, Na ratunek braciszka Jeffa” ( kiedy,gdzie?! Jej przecież nie było !!! ). Ehhh nie mając chwili wytchnienia musiałem za nimi iść litości… Chciałem już to mieć z głowy i normalnie się teleportować ale nie mogłem !!! Coś jakby blokowało mą moc. Kurde przerażony ide do Beatrice a ta do mnie wypchaj się skarpetką. Co to za kultura ja się pytam !? Po 2h marszu na cmentarzysko ( ważna informacja: wszyscy w wyznaczonym dniu i godz. Mieliśmy się tam spotkać nie zważając na fakt czy walczymy czy jesteśmy torturowani..) Mogliśmy chwile odpocząć… Jednak po głębszym sprawdzeniu terenu jeffa wciąż nie było Wszyscy się martwili co się z nim stało. Niestety nie mogliśmy zbyt długo histeryzować gdyż dopadły nas anioły. Jak wiecie jestem tytanem więc to mnie chcieli zakosić pierwszego. A cóż brak mocy i samo leczenia równa się ŚMIERĆ… Dlatego szybkim tempem wziąłem Sally i Bena w ręce i zacząłem uciekać i nie nie polubiłem Bena…. Wziąłem ich tylko dlatego że byli najchudsi więc łątwo było nimi rzucać. Biegłem sobie i biegłem aż nagle zaczął nas gonić anioł z wodą święconą i krucyfiksem… Nie zważając na to co robię po prostu rzuciłem w niego Sally. Ta ciota w locie krzyczała Sallyyyyyyyyy . Kim ja się zajmuje. Zatrzymałem się aby sprawdzić czy jeszcze nie dobić go Benem. Lecz nasz aniołek został hmm ,, torturowany” przez Sally. Patrząc tak Ben wyskoczył z tekstem ,, Slendy czy ciebie pogięło czy co mogliśmy zginąć ! A po drugie czego ty uczysz Sally na wf !!! „ Yyyy samoobronny hello !!! xD Nie zwlekając dłużej zabrałem Sally i dalszą drogę już szliśmy. Po drodzę ,,spotkaliśmy” resztę a bardziej moja twarz spotkała się z glanem Jane…No cóż ja widać zasłużyłem… No ale trudno. Wędrowaliśmy tak i wędrowaliśmy i guzik znaleźliśmy.
Gdy już traciliśmy nadzieje zobaczyliśmy dom. Stary,opuszczony widać że jakaś willa. Zaczęło się ściemniać więc musieliśmy gdzieś przenocować. Na początku myślałem że będą jakieś porozwalane meble,krew,trupy czy jakieś duchy. Jednak wszyscy zostaliśmy zdjęci z tropu gdy otworzyliśmy drzwi. Gdyż ujrzeliśmy salon gier a na nim balującego Jeffa – miejsce grzechu. Normalnie no coment. Wszyscy już mieliśmy go zabić nawet porzyczełem od Jane glana jednak nagle pojawili się ONI

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz